Historia polskich uzdrowisk



Przed wojną nasze kurorty przyciągały gwiazdy jak magnes; bywali w nich Henryk Sienkiewicz, Witkacy czy Pola Negri. Dziś niektóre wciąż zachwycają willowym przepychem, inne straszą ruinami i pustką uzdrowiskowych alejek.


Najlepszym przykładem nieprzemijającej popularności jest Zakopane. Literaci i malarze początku XX wieku wywrócili do góry nogami życie spokojnej góralskiej miejscowości; do dziś żywe są legendy, takie jak ta o malarce Zofii Stryjeńskiej, która boso goniła podejrzewanego o zdrady męża po Krupówkach, za co ten wysłał ją do pobliskiego szpitala psychiatrycznego; Witkacy w lokalnej prasie pisał: „Nazwano niegdyś Zakopane duchową stolicą Polski. My nazwaliśmy je inaczej, generalną wytwórnią specyficznego, czysto polskiego narkotyku. Zakopianiny. I mimo całej pozornej nieużyteczności, Zakopane trwać będzie dalej i wytwarzać coraz to nowe formy psychopatów polskich". O miejscowości za czasów PRL opowiada historyk Marcin Kula: - W Zakopanem istniały cztery taksówki, trudno było znaleźć nocleg, w gastronomii królował bar mleczny, a dojazd do punktu wypadowego w góry i wieczorny powrót rzężącym autobusem były osiągnięciami nie lada. Właśnie z racji na tak mały wybór, mimo ciasnoty i niezbyt efektownego wystroju, tuż po wojnie ulubionym lokalem m. in. Kornela Makuszyńskiego był istniejący do dziś bar "Szarotka”. Nieco lepiej niż zwykli turyści mieli dygnitarze: dla nich stał otworem najlepiej umiejscowione wille - "Pan Tadeusz” i "Telimena”. Dziś z noclegiem i wyżywieniem nie ma tu problemu, a stolica polskich gór przyciąga ludzi z całego kraju, niezależnie od grubości portfela. I jeśli można na coś narzekać, to chyba właśnie na tłok i mało elitarny charakter miasteczka.

Żeromski w tężniach

Kolejnym przykładem kurortu „wiecznie żywego” jest Konstancin. W 1897 roku Witold Hrabia Skórzewski postanowił stworzyć na ziemiach, które do tej pory znane były głównie z zakładów papierniczych, letnisko wzorowane na kurortach zachodnich. Na cześć swojej żony nazwał je Konstancja, a wkrótce skuszeni pięknem lasów i bliskością stolicy notable zaczęli budować tu swoje wille. Co ciekawe najczęściej wybierali te w stylu... zakopiańskim. Wśród mieszkańców znalazł się m. in. Jan Józef Wedel - spadkobierca fabryki Wedla; mniej zamożni artyści czy pisarze (wśród nich Stefan Żeromski) wybierali mieszkanie w niedrogich pensjonatach. Prawdziwe apogeum popularności osada przeżyła w latach '70 gdy wybudowano tężnie: od tej chwili cała Warszawa zaczęła zjeżdżać tu na weekendy czy święta. W tym czasie stanęły też pierwsze blokowiska, a wille zaczęli zasiedlać lokatorzy komunalni co mogło na zawsze pogrzebać marzenie Skórzewskiego o kurorcie z prawdziwego zdarzenia. Na szczęście to nie koniec podwarszawskiego uzdrowiska: wraz z nowym ustrojem pierwsi milionerzy zainteresowali się działkami położonymi wśród lasów zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum Stolicy. Również zakłady papiernicze doczekały się drugiego życia. Przez lata niszczejące, w 2002 roku zostały odbudowane, i dziś są centrum kulturalno-rozrywkowym miasteczka. Dzisiejszy Konstancin wciąż intryguje. Mamy tu największy odsetek najbogatszych polaków przy kilkunastu tysiącach mieszkańców a ceny domów nie spadają poniżej kilku milionów; z drugiej strony w przydrożnych chaszczach wprawne oko dostrzeże liczne ruiny przedwojennych rezydencji. Jedno się nie zmienia: kolejne pokolenia warszawiaków wciąż przyjeżdżają tu by powdychać odżywcze solankowe powietrze, i choć przez chwilę poczuć się jak na wakacjach.

George Bush w Juracie

Każdy, kto ceni sobie wypoczynek nad morzem prędzej czy później trafi do Juraty. Spełnił się więc sen założycieli, którzy w 1928 roku postanowili zamienić biedną rybacką wioskę w pierwsze w kraju nadmorskie uzdrowisko. W ciągu kilku lat w miejscu drewnianych chat powstały wille, a o miejscowości nie mówiło się inaczej niż polskie „Palm Beach”. O randze gości może świadczyć fakt, że już w latach '30 tutejszy hotel Lido miał bezpośrednie połączenie telefoniczne z Nowym Jorkiem i Paryżem. Magdalena Samozwaniec (która podobno w tutejszym Cafe Cassino przegrała w karty swój posag) pisała, że Jurata to „najelegantsze i najbardziej snobistyczne miejsce na wybrzeżu”, i chyba tak rzeczywiście było, bo w sezonie na deptaku można było natknąć się na Władysława Sikorskiego, Jana Kiepurę czy Eugeniusza Bodo. Swoje wille miał Ignacy Mościcki i Józef Beck. Współcześnie wypoczywa tu m. in. Maryla Rodowicz, a Gustaw Holoubek w miejscowym hotelu "Bryza" zwany był "rezydentem". Do dziś chętnie osiedlają się tu najbogatsi Polacy, a Juratę odwiedził podczas wizyty w Polsce sam George Bush. Z kolei Aleksander Kwaśniewski, pytany w wywiadzie o to, czego brakuje mu po skończonej prezydenturze odparł krótko: "Juraty mi żal".

Panie proszą panów

Konstancin, Jurata czy Zakopane to przykłady kurortów o sławie nieprzemijającej od początku XX wieku. Istnieją jednak w Polsce uzdrowiska, które niedługo będą obchodzić 200 urodziny! Jednym z nich jest Ciechocinek, który mimo imponującej historii chyba już nigdy nie pozbędzie się skojarzenia z miejscem sanatoryjnych romansów. 60% odwiedzających to osoby po sześćdziesiątce, dla części z nich pobyt w obskurnym państwowym ośrodku w Ciechocinku to jedyna okazja do urlopu. To właśnie do nich skierowana jest oferta dancingów ("Bristol", "Pod Grzybem", "Tiffany") i sal koncertowych (Violetta Villas, Przegląd Piosenki Romskiej), co skutecznie odstrasza bardziej wymagających turystów. W ruinę popadają prywatne wille, państwowe ośrodki, a nawet fragmenty tężni, niemniej warto odwiedzić Ciechocinek jeśli mamy ochotę na sentymentalną podróż w czasie.

200 lat uzdrawiania

Ciekawie przedstawia się historia uzdrowisk z południowo-zachodniej polski. Te o korzeniach sięgających XIX czy XVIII wieku powstały jako kurorty niemieckie, i do dziś możemy natknąć się w nich na ewangelickie kapliczki czy germańskie inskrypcje. Koncert, który 16-to letni Fryderyk Chopin dał w Dusznikach Zdroju uważany był za jego pierwszy zagraniczny występ, w tym czasie bowiem miejscowość była znana jako Bad Reinerz. W czasie wojny uzdrowiska pełniły funkcję szpitali dla rannych żołnierzy dzięki czemu nie uległy zniszczeniu, dlatego już w 1946 roku Polanica-Zdrój zaczęła przyjmować pierwszych gości, wśród nich Mieczysława Fogga i Marię Dąbrowską.

Historia zatoczyła koło, ponieważ dziś do Kudowy Zdrój czy Polanicy najczęściej przyjeżdżają niemieccy turyści (do granicy niemieckiej jest ok. 100km, do czeskiej zaledwie kilka), i to głównie z myślą o nich powstają nowoczesne hotele i pensjonaty. Odnawianie zabytkowych willi jest nierentowne, dlatego ich ruiny można oglądać nawet w centrum miejscowości; niszczeją też zabytki a po kilkudziesięciu latach zlikwidowano jedyny pociąg jeżdżący do Warszawy.

Losy polskich kurortów są jak widać zróżnicowane - w jednych osiedlają się kolejni milionerzy, inne świecą pustkami. Mimo wszystko pomiędzy zagranicznymi wyjazdami warto przypomnieć sobie o czarownych polskich uzdrowiskach.